Przejdź do głównej zawartości

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).





Nasze zwiedzanie Florydy okazało się być solidną lekcją kempingowania i obsługiwania pojazdu typu RV. Musieliśmy zmierzyć się z wieloma pierwszymi razami, pierwszy kemping, pierwsze podłączenie naszego auta do prądu, wody i ścieków, pierwsze zrzucenie zawartości czarnego i szarego kontenera, pierwsze szukanie noclegu przez Boondockers, pierwsze spanie na dziko i wiele, wiele innych. Na szczęście na swojej drodze spotykaliśmy bardzo pomocnych ludzi, którzy zawsze mieli dla nas czas, dużo cierpliwości i służyli wsparciem oraz dobrą radą.



Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Altewedrowki (@altewedrowki)



Przemieszczaliśmy się trochę chaotycznie, nie wiedzieliśmy gdzie będziemy mile widziani, a gdzie będą nas przepędzać, ze względu na gabaryty naszego pojazdu. Ogólnie nie było łatwo to wszystko ogarnąć i przy okazji cieszyć się podróżą. Podróżą tym razem we troje. Nasze zachcianki zeszły na drugi plan, a każdy dzień był dyktowany przez nowego kierownika ekipy. Musieliśmy uważać, żeby się nie przegrzał, a upały doskwierały. Żeby się nie spiekł na słońcu, był nakarmiony i miał sucho. Ach no i o dobry humor też musieliśmy zadbać, a przy ząbkowaniu różnie z tym bywa. 


Wiele miejsc ominęliśmy, inne tylko „liznęliśmy”. Ale wracamy na Florydę pod koniec naszej wyprawy i mamy nadzieję nadrobić wszelkie zaległości.

Tymczasem poniżej przedstawiamy Wam najlepsze miejsca na Florydzie, oczywiście naszym zdaniem (lista zostanie zaktualizowana po powrocie do domu, gdziekolwiek to będzie). 


Nasze 5 top Florydy:

Key West

Najbardziej wysunięty na południe kraniec Stanów Zjednoczonych kontynentalnych. Nazywane po hiszpańsku „Cayo Hueso” – „Wyspa Kości”, od szkieletów znajdywanych na plaży przez odkrywców Ameryki. Mówi się, że Key West to miejsce, gdzie spadli najwięksi wywrotowcy i szaleńcy, po tym jak ktoś wstrząsną krajem. To tutaj degenerował się i tworzył w latach 1931 – 1940 Ernest Hemingway. Nas Key West zachwycił wyluzowaną atmosferą, kolonialnymi domami, motylami i dobrym jedzeniem.








Dom, w którym mieszkał Ernest Hemingway




Miami Beach

Co tu dużo mówić… plaża, plaża i jeszcze raz plaża. Cudowny biały piasek i woda, turkusowa, akwamarynowa, przezroczysta, po prostu bajka. A w wodzie… rekiny! Tak się złożyło, że podczas naszego spacerowania brzegiem Oceanu na plażę zawitały 2 zbłąkane „ludojady” (tak naprawdę nie wiemy co to były za rekiny). W wodzie zrobiło się zupełnie pusto, ludzie uciekali w popłochu i stłoczeni na plaży czekali aż morskie stwory odpłyną. Oczywiście znalazł się jeden śmiałek, który jakimś cudem wyprowadził zagubione „rybki” na głęboką wodę i spowodował, że wakacyjna atmosfera znów powróciła do Miami Beach.











Niektórzy z Was pewnie pamiętają serial „Policjanci z Miami” (tym, którzy są za młodzi pozostaje wyobraźnia lub próba znalezienia fragmentów w Internecie) i te kabriolety przemierzające ulice otoczone rzędem bujnych palm. Tak, my też jechaliśmy Ocean Drive, prawie jak w filmie, ale w korku i nie kabrioletem a naszym kamperem.




St. Augustine

Założone w 1565 roku przez Hiszpanów, pierwsze miasto Stanów Zjednoczonych. Bardzo urokliwe miejsce i do tego bardzo nie amerykańskie w swej architekturze. Najlepiej schować mapę głęboko do kieszeni i pozwolić sobie na spontaniczne eksplorowanie uliczek starego miasta.














Manaty

Wielkie, przyjazne ssaki morskie, które wielu chciałoby zobaczyć na żywo, w ich naturalnym środowisku. Owszem, możliwość pływania z manatami istnieje i nawet nie jest to droga impreza, aczkolwiek dla nas trochę dyskusyjna… My zdecydowaliśmy się na odwiedzenie dwóch miejsc gdzie mogliśmy zobaczyć te osobniki, które ze względu na okaleczenia jakich doznały po spotkaniu z łodziami motorowymi, do swojego naturalnego środowiska wrócić nie mogą. W Homosassa Springs i Sarasota Mote Marine Laboratory & Aquarium mieliśmy możliwość dowiedzieć się czegoś więcej o tych cudownych stworzeniach i wysłuchać ich historii.








St. Petersburg

Nie, nie lubię muzeów. Jedynie Pablo Picasso Muzeum w Maladze i Science Museum w Londynie to miejsca, do których chętnie wrócę jeżeli tylko będę miała taką możliwość. Ale po wizycie w St. Petersburgu do tej listy dołączam Galerię Chihuly i Muzeum Salvadora Dali.
Jak podaje Wikipedia Dale Patrick Chihuly to amerykański rzeźbiarz monumentalnych instalacji wykonanych ze szkła artystycznego, dmuchacz szkła, hutnik i projektant szkła dmuchanego. Co tu dużo mówić ale wykonane przez Pana Chihuly szklane instalacje powalają na kolana. Nie lada wyzwanie stało przed ekipą Buddiego Valastro, by zrobić tort w kształcie żyrandola zaprojektowanego przez samego artystę. I wcale nie uważamy tego za ujmę, że tort spadł na ziemię zaraz po tym jak został zawieszony pod sufitem.















A co do Slawadora Dalego… słowa są zbędne, artysta przez wielkie „A”.




Sobór ekumeniczny


Halucynogenny torreador





Komentarze

  1. Wanderlust forever ! Czytam, ogladam, zazdroszcze.. trzeba bedzie jednak wrocic.. America the Beautiful ! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Będziemy tutaj jeszcze przez niecałe 4 miesiące a już zdarza nam się myśleć o tym gdzie chcielibyśmy wrócić. Pewnie po powrocie kiedy emocje opadną będziemy szukać nowych kierunków ale kto wie... ;-) Życie jest naprawdę nieprzewidywalne.

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…