Przejdź do głównej zawartości

Jak kupić auto w Ameryce

Jak kupić auto w Ameryce gdy jest się cudzoziemcem i po co to w ogóle robić?

03 maja rozpoczęliśmy 6-ścio miesięczną podróż po Ameryce Północnej. Dotychczas sporo podróżowaliśmy, wykorzystując nasze 23-dniowe urlopy w 100%. Jednak zawsze myśleliśmy o dłuższym wyjeździe. Odkładaliśmy pieniądze, choć nie mieliśmy jasno sprecyzowanych planów. W listopadzie zeszłego roku nasza rodzina się powiększyła i uznaliśmy, że teraz jest odpowiedni moment. Owszem, chętnie wyruszylibyśmy w podróż dokoła świata, najlepiej kilkuletnią ale  ze względu na najmłodszego członka naszej ekipy zdecydowaliśmy się na spędzenie 6 miesięcy w USA i Kanadzie. I tutaj właśnie powstało pytanie, jak mamy się przemieszczać? Bardzo szybko zdecydowaliśmy się na RV (recreational vehicle). Na samym początku nie wiedzieliśmy czy ma to być motohrom, samochód z przyczepą czy naczepą. Jasne było to, że nasze 4 kółka mają zapewnić nam nie tylko przemieszczenie się z punktu A do punktu B, ale też dach nad głową. Po sprawdzeniu cen wynajmu na tak długi czas oczywiste było, że nas na to nie stać i że lepiej będzie takie auto kupić.

Już kilka tygodni przed podróżą wertowaliśmy blogi podróżnicze, fora internetowe, oglądaliśmy filmy na YouTube by przygotować się jak najlepiej. Daniel z pieczołowitością przeglądał codziennie craiglist.org w poszukiwaniu naszego wymarzonego mobilnego domku. Tuż przed wylotem udało nam się znaleźć auto idealne, Ford F350 Super Duty z naczepą Alpenlite Limited Santa Fe Slideout 11 w cenie przekraczającej nasz założony budżet, więc zaczęliśmy twarde negocjacje. Udało nam się zbić cenę do kwoty nadal nie idealnej, ale w miarę zadowalającej obie strony. Na spotkanie ze sprzedającymi, Lisą i Kenem, byliśmy umówieni już na drugi dzień po przylocie do Orlando.
Po obejrzeniu kampera, wnikliwym przeszkoleniu przez właścicieli, jeździe próbnej i otrzymaniu dodatkowego wyposażenia jak talerze, garnki, sztućce, pościel, uszczelki, żarówki, oleje, itp… dobiliśmy targu. Co więcej, sami sprzedający opuścili jeszcze cenę. Nie wiemy czy to Eryk tak na nich zadziałał, czy może nasze wystraszone miny, ale miło z ich strony.


Po zakupie, przychodzi czas na formalności, to jest: rejestrację pojazdu i ubezpieczenie. Obie kwestie udało nam się załatwić w jeden dzień. Wiedzieliśmy, że może być nam potrzebny adres w Stanach, więc poprosiliśmy o możliwość użycia adresu naszego gospodarza z Airbnb w Sanford, gdzie zatrzymaliśmy się na pierwszy tydzień naszego pobytu.
Najpierw ubezpieczenie. Namiary na agencję ubezpieczeniową dostaliśmy od Lisy, która jeszcze przed naszym przylotem sprawdziła, czy nie będziemy mieli problemu z ubezpieczeniem. Lokalne prawo jazdy nie było nam potrzebne, międzynarodowe w pełni wystarczyło. Cała procedura zajęła nam niecałą godzinę. Od ręki dostaliśmy tymczasowe potwierdzenie ubezpieczenia, a na właściwy dokument postanowiliśmy poczekać aż zostanie wysłany pocztą na podany przez nas adres.
Rejestracja pojazdu okazała się być równie prosta. Po okazaniu dowodu ubezpieczenia i opłaceniu podatku, tablicę rejestracyjną dostaliśmy od ręki. Za dopłatą $10 mogliśmy też otrzymać dowód, ale zdecydowaliśmy się na przesłanie dokumentu pocztą.
Obu formalności mogliśmy dokonać w miejscu zakupu auta, co zaoszczędziło nam godzinę jazdy do Sanford w jedną stronę.
Po około 3 godzinach mogliśmy w pełni cieszyć się naszym nowym pojazdem – domem.



Opłaty na Florydzie:
  • Podatek od zakupu to 6.55%
  • Dowód rejestracyjny $73.50 (nie wiemy czy to procent od kwoty zakupu, rodzaju auta czy opłata stała)
  • Tablica rejestracyjna $91.29
  • Prowizja urzędowa $4.75


Podsumowując 
  • Przed zakupem warto przeglądać craiglist.org codziennie, żeby wiedzieć, które z ogłoszeń są nowe, a które wiszą na tablicy zbyt długo.
  • Jeżeli nie macie rodziny/znajomych w Stanach, których adres moglibyście użyć, zawsze możecie poprosić Waszego gospodarza/hotel/hostel o taką możliwość.
  • Ubezpieczając auto nie trzeba mieć amerykańskiego prawa jazdy. Polskie + międzynarodowe wystarczą.
  • Na Florydzie wszystkie dokumenty rejestracyjne możecie otrzymać od ręki, bez konieczności czekania aż zostaną przysłane do Was pocztą.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur. 

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).