Przejdź do głównej zawartości

Wesołych Świąt...

Lubicie Boże Narodzenie? 
Ja uwielbiam... Tę krzątaninę, poruszenie, tłok w kuchni i zapachy z niej się wydobywające. Cały rok czekam na pierogi z kapustą i grzybami mojej Mamy, najlepsze na świecie. Ubóstwiam kupowanie prezentów najbliższym i czekanie z niecierpliwością na chwilę gdy je rozpakują. Nawet świąteczne porządki lubię.
Tak się złożyło, że od dwóch lat nasze bożonarodzeniowe świętowanie jest za każdym razem bardzo inne niż poprzednie. Dwa lata temu zmarł mój Ojciec. Nie łączyła mnie z nim jakaś szczególnie silna więź, nie mieliśmy najlepszych relacji, ale w obliczu śmierci na wszystkie zaszłości człowiek patrzy z innej perspektywy. Nie pamięta tego co złe, a to co dobre trochę idealizuje. Kurczowo trzyma się tych miłych chwil i nie chce o nich zapomnieć. Przy Wigilijnym stole wyraźnie dało się wyczuć brak mojego Taty, jego narzekań i humorów, ale paradoksalnie tamte Święta spędziłam w najbardziej rodzinnej atmosferze w moim życiu.
Rok temu borykałam się ze stratą najwierniejszego przyjaciela - Dukata, mojego 15-letniego psa. Długo chorował i choć byłam teoretycznie przygotowana na rozstanie, ten kto ma w domu pupila wie, że nigdy nie jest się na to gotowym. Wigilię spędziliśmy w bardzo małym, kameralnym gronie a w pierwszy dzień Świąt postanowiliśmy zabawić się w Świętego Mikołaja. Spakowaliśmy się i zabraliśmy moją Mamę do Zakopanego. Zawsze marzyła, żeby zobaczyć polskie góry, a że Święta to dobry czas na spełnianie marzeń, nie zastanawialiśmy się długo.
Najpierw wybraliśmy się na spacer Doliną Kościeliską. Było mroźno i biało, idealnie. Kawa w Ornaku smakowała wybornie, a uśmiech na twarzy Mamy tego dnia był najpiękniejszy na świecie. Na kolację obowiązkowo wybraliśmy się do Sopy, naszej ulubionej restauracji w Zakopanem. Oscypki z grilla z żurawiną, placek po zbójnicku, naleśniki z serem a do tego wino grzane - to była prawdziwa uczta.





Nie mogliśmy też odmówić sobie i Mamie wjazdu kolejką na Kasprowy Wierch. Cena biletów trochę wgniotła nas w ziemię, 200 PLN za 3 osoby, ale w końcu to był wyjątkowy wyjazd :) Na szczycie było ekstremalnie zimno, -20 stopni Celsjusza, wiał wiatr, chmury przykrywały okoliczne szczyty i tylko przez krótką chwilę mogliśmy podziwiać bajeczny tatrzański krajobraz. 




Dwa dni w Zakopanem minęły nam szybko ale inaczej, bez telewizji, zalegania na kanapie i ciągłego siedzenia przy stole. Święta spędziliśmy naprawdę razem, rozmawiając, przeżywając i śmiejąc się. No i udało się spełnić marzenie mojej Mamy. 
W tym roku znów nasze Boże Narodzenie będzie inne. Pierwszy raz od 7 lat nie spędzimy tych Świąt w Polsce, ale rodzinną atmosferę mamy zapewnioną. I co najważniejsze świętować bedziemy w powiększonym gronie, z nowym członkiem naszej rodziny i ekipy Altewędrówkowej. Nasze życie stało się nieprzewidywalne i kompletnie stanęło na głowie, ale już planujemy kolejne podróże więc zaglądajcie do nas. 



A na teraz życzymy Wam Kochani oczywiście zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz wspaniałego Nowego Roku 2016, pełnego cudownych podróży!



Komentarze

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).