Przejdź do głównej zawartości

Piekielne źródła




Víti, islandzkie piekło... powstałe w 1724 roku - jeden z wielu odpowietrzaczy centralnej Krafli. Ten krater o średnicy 320 metrów, wypełniony turkusowo-mleczną wodą, sąsiaduje z bliźniaczymi wrzącymi i bulgoczącymi jeziorkami, które przypominają o dawnej aktywności i destrukcyjnej erupcji Mývatnseldar ("Mývatn fires"). Po serii eksplozji, trzęsień ziemi, ognia i płynącej lawy trwajacych 5 lat, pozostał oszałamiający widok i oczywiście wszechobecny smród zgniłego jaja. 






Po wizycie w Hverir dnia poprzedniego, od tego piekielnego zapachu zaczęło nas mdlić więc po nacieszeniu naszych oczu widokiem ruszyliśmy w kierunku wodospadów.
44 metry wysokości, 100 metrów szerokości i 193 metrów sześciennych wody rozbijającej sie o krawędzie skalne na sekundę - wodospad Dettifoss, widoczny z odległości 1 kilometra, robi olbrzymie wrażenie. Formacje skalne przypominające Groblę Olbrzymią w Irlandii Połnocnej, ogromny huk spadającej wody rzeki Jökulsá á Fjöllum, unosząca się mleczna bryza i do tego, przy ładnej pogodzie, 2 pełne tęcze to moc natury w czystej postaci. 







Okolice wodospadu to głównie pola lawy. Nie tak imponujące jak na fiordach wschodnich ale nie można mieć wszystkiego :) Parę metrów dalej znajduje się kolejny, trochę mniejszy,  10 metrowy wodospad Selfoss z progiem spadania wody wzdłuż! 



Jest też trzeci wodospad, 2 kilometry poniżej Dettifoss, wysoki na 27 metrów Hafragilsfoss, ale tą atrakcję sobie odpuściliśmy na rzecz wąwozu Ásbyrgi. Legenda według nordyckiej mitologii głosi, że  ośmionogi koń Odyna, Sleipnir, przez przypadek dotkął ziemi i zostawił  na niej odcisk swojego kopyta. Geolodzy natomiast twierdzą, że wąwóz został utworzony w wyniku 3 potężnych erupcji wulkanów Kverkfjöll i Bárðarbunga. Niezależnie od tego kto ma rację, Ásbyrgi okazało się być miłym przystankiem na koniec dnia, gdzie mogliśmy tym razem w ciszy i bez drażnienia naszego zmysłu powonienia, cieszyć się tą przestrzenią i podziwiać wąwóz ze 100 metrowego klifu ciągnącego się wzdłuż całego "kopyta".





Więcej zdjęć z Víti, Dettifoss i SelfossÁsbyrgi.

Komentarze

  1. Pięknie! Kolejny dowód na to, że na Islandię trzeba będzie wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam też ciągle krąży po głowie powrót, może tym razem w zimę...? ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Oj tak, Islandia zachwyca krajobrazem. Polecamy z całą odpowiedzialnością :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur. 

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).