Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2014

Taaaka ryba...

Dzień pełen wrażeń podczas pobytu na Islandii to już żadna nowość. Wodospady, gejzery, cuda, dziwy nie z tej ziemii. I pytamy siebie, jak mamy upchać te wszystkie cudowności w 2-tygodniowe ramy i nie mieć niedosytu? Odpowiedź jest prosta - nie da się! Więc po jakimś czasie odpuszcza spięcie 4 liter i cieszymy się chwilą, ułamkiem sekundy, promieniem niezachodzącego słońca i wszystkim tym co nas otacza. Nie chcemy kolejnego dnia spędzać w samochodzie więc po drodze do Húsavíku zatrzymujemy się tylko przy wodospadzie bogów - Goðafoss. Był piękny słoneczny poranek - na tyle wcześnie, że mogliśmy cieszyć się samotnością we dwoje przez około 30 minut :) Po tym czasie, na parking podjechał autokar z wycieczką podekscytowanych emerytów, co skutecznie nas przegoniło, ale też pozwoliło na szybkie dojechanie do Húsavíku. 



Látrabjarg - mym prezentem urodzinowym

Látrabjarg to najbardziej wysunięty na zachód punkt Islandii ale także największe "ptasie klify" w Europie - 440 metrów wysokości i 14 kilometrów długości. Ten olbrzymi apartament zamieszkują miliony morskich ptaków, alki, rybitwy, mewy, kormorany i oczywiście maskonury. Liczba ptactwa zmienia się w zależności od sezonu, ale tak się cudnie złożyło, że na przełomie maja i czerwca jest ich tam najwięcej :) Nie mogliśmy więc przegapić takiej okazji i możliwości obserwacji dzikich ptaków podczas gniazdowania w ich naturalnym środowisku. Czy już pisałam, że pobyt na Islandii to jak branie udziału w kręceniu programu przyrodniczego dla National Geographic? Zwarci i gotowi wstaliśmy z samego rana wiedząc, że zapowiada nam się długi dzień. Pogoda jak na zamówienie, piękny widok na fiord Vatnsfjörður i gorąca jajecznica - nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego śniadania urodzinowego i piękniejszych okoliczności przyrody niż te, które było dane mi doświadczyć tego dnia.