Przejdź do głównej zawartości

Droga przez mękę prosto do raju

Trochę pospaliśmy, dłużej niż zakładaliśmy, niestety pogoda co tu dużo pisać, nie zachęcała do wystawienia nawet czubka nosa z namiotu. Plany mieliśmy ambitne ale jak to zwykle bywa, my swoje a życie swoje. Do tej pory jechało nam się znakomicie, droga prosta praktycznie tylko dla nas, bo ruch w Islandii jest naprawdę bardzo mały. Ogólnie czysta przyjemność. Jak się jednak okazało taka sielanka nie może trwać wiecznie i nie myślę tu o drogach Fxxx czy 3-cyfrowych a o głównej drodze nr 1 lub o drogach 2-cyfrowych.







Na zachodnie fiordy jechało się długo, trudno i mecząco. Piękne wyasfaltowane odcinki drogi kończyły się w najmniej oczekiwanych momentach i zmieniały w dziurawe jak sito, obsypane drobniejszymi i większymi kamieniami, koszmary. Było kręto i baaaardzo wooolno, a poniższy znak został przez nas znienawidzony i przyprawiał o mdłości a niekiedy o krzyk rozpaczy.

http://www.thrifty.is/Iceland-travel-tips/driving-in-iceland/
Praktycznie się nie zatrzymywaliśmy, byliśmy wykończeni i marzyliśmy tylko o tym by wysiąść z samochodu i przez kolejne godziny nie wsiadać do niego z powrotem. Niewiele myśląc uzgodniliśmy, że mamy dość i postanowiliśmy zatrzymać się na najbliższym kampingu - Flókalundur. 
Po obiedzie udało nam się wreszcie doświadczyć prawdziwej rozkoszy. W końcu po ciężkim dniu jak nikt inny zasłużyliśmy na prawdziwy relaks.
Naturalny geotermalny basen Hellislaug znajduje się zaledwie kilka kroków od kampingu, nad samą linią brzegową zatoki Breiðafjörður. Jest to miejsce wyjątkowe, z drogi praktycznie niewidoczne i nieoznaczone. 
Uczucie moczenia tyłka w gorącym bajorze w otoczeniu dziewiczej przyrody było niesamowite. Świeciło słońce, padał deszcz, otaczały nas ośnieżone szczyty gór a na niebie pojawiła się tęcza - to był jeden z najpiękniejszych momentów naszej podróży.





Do tej pory nie bardzo się spieszyliśmy ale w tamtym momencie zadliśmy sobie sprawę, że czasu zostało nam coraz mniej a miejsc, które chcieliśmy jeszcze zobaczć, nie ubywało. Wiedzieliśmy, że plan trzeba skorygować, szczególnie jeżeli stan dróg będzie nas skutecznie spowalniał.



Komentarze

  1. Krajobrazy przecudowne! Jazda autem z takimi widokami dla pasażera (przynajmniej dla mnie jako pasażera) byłaby samą przyjemnością, ale rozumiem też, jak bardzo musi męczyć kierowcę. Ale jest na co popatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak Ewa, trafnie to ujęłaś :) Dla pasażera raj, bo wolniutko i można oczy nacieszyć i zdjęcie zrobić :). Dla kierowcy istny koszmar - na szczęście na koniec dnia oboje mielismy radochę :D

      Usuń
  2. Moczenie tyłka w gorącym bajorze, to jest coś na co mam mega ochotę po tym roboczym tygodniu! :-) #zazdrość! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksandra, na takie przyjemności to ja mam ochotę w każdym tygodniu :) Aż zaczynam się zastanawiać czy nie przenieść się na Islandię, co by takie atrakcje miec na wyciągnięcie ręki... tylko czy wtedy będą równie przyjemne? :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).