Przejdź do głównej zawartości

Aaaaa... Hong Kong!

"Chiński raj na ziemi", jakim niektórzy nazywają wyspę Hainan, opuszczaliśmy bez żalu. Po tygodniu plażowania czuliśmy, że już czas ruszyć nasze tyłki z piasku i zacząć coś robić. Chcąc  przemieścić się jak najszybciej do Hong Kongu, zdecydowaliśmy się na kolejny lot wewnętrzny do Shenzen (pobudka o 3 nad ranem to istny koszmar), gdzie planowaliśmy spotkać się z Pojechaną. Niestety komunikacja telefoniczna zawiodła i nie udalo nam się wspólnie napić herbaty :( Na zwiedzanie miasta nie mieliśmy zbyt wiele czasu, a ten który był wykorzystaliśmy na odwiedzenie jednego z wielu marketów elektroniczno-komputerowych - 9 pięter ze sprzętem wszelkiego rodzaju, od kabelków i złączek po komputery, tablety, etc., robi niezłe wrażenie i może przyprawić o ból głowy. Dobrze, że nie mieliśmy ani pieniędzy ani miejsca w plecakach żeby dać się wciągnąć w wir zakupów :)  Do przejścia granicznego dojechaliśmy metrem, na miejscu krótki druczek do wypełnienia, właściwa kolejka dla turystów i już byliśmy w Hong Kongu. 


Jeszcze tylko kolejny przejazd metrem by wreszcie zrzucić nasze ciężkie plecaki i odespać zarwaną noc. Znalezienie noclegu zajęło nam znacznie więcej czasu niż w innych miastach, bo Hong Kong okazał się być drogi w porównaniu z Chinami kontynentalnymi. W końcu zdecydowaliśmy się na hostel w samym sercu Mong Kok. No właśnie, wtedy jeszcze nic nie wiedzieliśmy o tej dzielnicy ani też nie mieliśmy bladego pojęcia o tym czym jest tłum. Jeżeli o Chinach mówimy, że to zatłoczony kraj, to Hong Konkg z Mong Kok na czele jest kwintesencją mojego największego koszmaru - tłoku. Po wyjściu z dziury metra, zmęczeni, objuczeni naszym dobytkiem, znaleźliśmy się w środku jednego wielkiego chaosu. Gorąco, duszno, wąskie ulice, wysokie budynki przysłaniające niebo i niezliczona masa ludzi poruszających się we wszystkich możliwych kierunkach. Moje pierwsze wrażenie? Ja pie****ę, gdzie ja jestem! (dosłownie). Po krótkim błądzeniu wreszcie znaleźliśmy Sincere House, w którym na 16 piętrze mieścił się nasz hostel. Aby dostać się do pokoju musieliśmy przejść przez mieszkanie rodziny tam pracującej. Sam pokój to pomieszczenie 2x2 metry z łóżkiem i małym stoliczkiem, łazienka to standardowo mała klitka, w której można siedzieć na kibelku, myć zęby i brać przysznic w tym samym czasie :) Za widok z okna trzeba dodatkowo zapacić, więc tym razem zdecydowaliśmy się na jego brak co skutkowało wysoką temperaturą w nocy i koniecznością włączania klimatyzacji. Była to znaczna różnica w porównaniu z naszym przestronnym pokojem w Sanya Backpackers, ale czemu się dziwić skoro na powierzchni 1104 km² żyje ponad 7 milionów ludzi. Statystycznie rzecz ujmując, jest to najgęściej zaludnione miejsce na ziemi, tak więc aby pomieścić wszystkich mieszkańców zabudowa rośnie w górę a nie wszerz, a mieszkania nie należą podobno do największych.



Pierwszego dnia wybraliśmy się na poglądowy, niezobowiązujący spacer po mieście. Tak jak Stany Zjednoczone na Hollywood Boulevard czy Polska w Międzyzdrojach, tak Hong Kong  też ma swoją Aleję Gwiazd, która znajduje się w Kowloon w dzielnicy Tsim Sha Tsui. Aleja ciągnie się wzdłuż wybrzeża portu Victorii i można tam znaleźć gwiazdy takich sław chińskiego kina, jak Jackie Chan i Jet Li. Największą jednak atrakcją bez wątpienia jest gwiazda samego mistrza filmów akcji, Bruca Lee i jego 2 metrowy pomnik, przy którym kłębią się tłumy jego fanów.





  





Z Kowloon udaliśmy się promem na wyspę Hong Kong by wjechać na Victoria Peak starym tramwajem. Kolejka do kasy biletowej i przewidywany czas oczekiwania ok. 2 godzin skutecznie nas zniechęcił, więc postanowiliśmy zrobić sobie krótką przerwę w Hong Kong Park. Krótki przystanek zamienił się w kilkugodzinną przechadzkę. Jakież było nasze zdziwienie gdy w parku znaleźliśmy ptaszarnię, a tam takie okazy jak damę niebieskobrzuchą, szpaka balijskiego czy miedziankę szmaragdową. Miejsce okazało się być naprawdę super szczególnie, że ptaki nie są pozamykane w klatkach. Możliwość obserwowania, słuchania i fotografowania tych przepięknych okazów to nie tylko gratka dla amatorów ornitologii :-) Warto również dodać, że wstęp just zupełnie bezpłatny, po pobycie w Chinach kontynentalnych ten fakt może naprawdę zdziwić.

szpak balijski

szpak balijski

dama niebieskobrzucha

miedzianka szmaragdowa
Prócz ptaszarni w parku znajdziecie Centrum Sztuk Wizualnych, plac zabaw dla dzieci, ogród Tai Chi, Plac Olimpijski, wieżę zegarową, sztuczne jezioro a w nim karpie, złote rybki i masę żółwi, restaurację serwującą przepyszne japońskie desery z zielonej herbaty i Muzeum Herbaty (wstęp wolny).


Jako że oboje jesteśmy wielkimi herbaciarzami nie mogliśmy sobie odmówić wizyty w muzeum. W jego stałej ekspozycji znajduje się chińska ceramika datowana od Dynastii Song (960 - 1279) do Dynastii Ming (1368 - 1644). Dostępne są również książki i pokazy filmowe, z których możemy się dowiedzieć o całej ceremoni poprawnego parzenia każdego rodzaju herbaty. Prócz tego w budynku muzeum znajduje się sklep z pamiątkami i herbaciarnia. Podczas naszej wizyty odbywała się również wystawa nowoczesnej ceramiki herbacianej. Wymyślne dzbanuszki i kubeczki wykonane przez lokalnych garncarzy zachwyciły nas swoimi przedziwnymi kształtami i kolorami

źródło: http://www.lcsd.gov.hk/CE/Museum/Arts/en_US/web/ma/tea-ware.html
Kolejny dzień spędziliśmy w Ocean Park, ale o tym poczytacie następnym razem.

Komentarze

  1. Très joli voyage, très joli post très documenté!
    Bonne fin de semaine!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you Cath! Have a good weekend too :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).