Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2014

W oceanicznym zwierzyńcu

Od czasu do czasu chyba każdy z nas lubi przenieść się choć na chwilę do beztroskich i szalonych lat dzieciństwa. Nie myśleć o pracy, pieniądzach, rachunkach i innych zmartwieniach dnia codziennego. Z pewnością podróże same w sobie dają nam wytchnienie od tej całej rutyny ale co powiecie na wizytę w tematycznym parku rozrywki? W Hong Kongu macie do wyboru 2 z nich, Disneyland Resort na wyspie Lantau i Ocean Park na wyspie Hong Kong. My zdecydowaliśmy sie na drugą opcje, gdyż oboje uwielbiamy wszelkiego rodzaju akwaria. Daniel oczywiście wolałby oglądać wszystkie wodne stwory na wolności nurkując, ale w moim przypadku wodna paranoja skutecznie niedopuszcza do zaistnienia sytuacji sprzyjającej zasmakowaniu tego wodnego sportu :D
Do Ocean Park najłatwiej dostać się autobusem numer 629 ze stacji metra Admirality. Bilet w jedną stronę kosztuje $10.6, wstęp do parku to koszt $320 dorosły i $160 dziecko do 11 roku życia. Warto popytać w hostelu o bilety gdyż często można je nabyć w cenach jak…

Aaaaa... Hong Kong!

"Chiński raj na ziemi", jakim niektórzy nazywają wyspę Hainan, opuszczaliśmy bez żalu. Po tygodniu plażowania czuliśmy, że już czas ruszyć nasze tyłki z piasku i zacząć coś robić. Chcąc  przemieścić się jak najszybciej do Hong Kongu, zdecydowaliśmy się na kolejny lot wewnętrzny do Shenzen (pobudka o 3 nad ranem to istny koszmar), gdzie planowaliśmy spotkać się z Pojechaną. Niestety komunikacja telefoniczna zawiodła i nie udalo nam się wspólnie napić herbaty :( Na zwiedzanie miasta nie mieliśmy zbyt wiele czasu, a ten który był wykorzystaliśmy na odwiedzenie jednego z wielu marketów elektroniczno-komputerowych - 9 pięter ze sprzętem wszelkiego rodzaju, od kabelków i złączek po komputery, tablety, etc., robi niezłe wrażenie i może przyprawić o ból głowy. Dobrze, że nie mieliśmy ani pieniędzy ani miejsca w plecakach żeby dać się wciągnąć w wir zakupów :)  Do przejścia granicznego dojechaliśmy metrem, na miejscu krótki druczek do wypełnienia, właściwa kolejka dla turystów i już …

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…