Przejdź do głównej zawartości

Wielkie miasto przez duże S

Są miasta, które wywołują w nas zachwyt od pierwszych chwil i to uczucie, że będzie się chciało do nich wracać nieskończoną ilość razy. Tak było z Londynem, Barceloną, Amsterdamem, Florencją, a teraz do tej listy dołączył Szanghaj, największe i najbardziej zaludnione miasto Chin. Nowoczesny Pudong, przeludnione Stare Miasto i tętniące życiem i artyzmem French Concession, to wszystko uwiodło nas bez pamięci, do tego ludzie z różnych stron świata, otwarci, sympatyczni i niezmiernie ciekawi. Właśnie takie oblicze Szanghaju było nam dane poznać. Ale może od początku...
Pekin opuszczaliśmy bez żalu, troszkę zmęczeni stołecznym nadęciem, policją i innymi strażnikami stojącymi na każdym rogu. Byliśmy bardzo zaciekawieni tym co nas czekało w Szanghaju, ale też nie mogliśmy doczekać się jazdy super szybkim pociągiem; 306 km na godzinę wyglądało imponująco. Szybkość której nie dało się wyczuć pozwoliła nam pokonać 1240 kilometrów z Pekinu do Szanghaju w niecałe 5 godzin. Przyznam, że jazda takim pociągiem jest znacznie wygodniejsza niż podróż samolotem, jest przede wszystkim ciszej, wygodniej i do tego widoki za oknem się zmieniają ;)
A z czym kojarzy Wam się Szanghaj?


Nam kojarzył się przede wszystkim z nowoczesnością, tysiącami neonów i całą masą wieżowców. Nie mogliśmy zatem odmówić sobie spaceru promenadą wdłuż rzeki Huangpu, skąd mogliśmy podziwiać przepiękną panoramę na Pudong z jego Perłą Orientu Dongfang Mingzhu (468 m wysokości). Co tu dużo pisać, byliśmy oszołomieni, przepiękne drapacze chmur o wymyśłnych kształtach i kolorach, istny majstersztyk architektoniczny. Myśleliśmy, że będzie tłoczno i cały urok pryśnie jak bańka mydlana (to chyba jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Szanghaju), ale nie było źle. Dla każdego znalazło się miejsce, bez przpychania i walki o czysty kadr.


Sam Pudong, prócz podziwiania go z daleka, jest jak najbardziej wart przeprawy na drugą stronę rzeki. Można udać się tam metrem, tunelem pieszym, bądź specjalną kolejką podziemną, gdzie przejazd ma uświetnić pokaz laserowy (zdecydowanie nie warto wydawać na to pieniędzy).
A na miejscu czeka na Was olbrzymia estakada piesza, rozchodząca się w różnych kierunkach. To tutaj możecie zaopatrzyć się w produkty chyba wszystkich luksusowych marek jakie możecie sobie tylko wymarzyć: LV, Gucci, Prada, etc. To tutaj szkło i stal, uformowane w przedziwne formy górują nad całym miastem. Pudong to specjalna strefa ekonomiczna, stworzenie której pochłonęło miliardy dolarów. Dziś ta dzielnica jawi się jako centrum biznesowe Chin, banki, giełda, centra finasowe, przedstawicielstwa światowych firm mają tutaj swoje siedziby. 



Gdybyście mieli ochotę na panoramę miasta widzianą z lotu ptaka, możecie wjechać na wieżę telewizyjną bądź na 100 lub 96 piętro World Financial Centre (492,3 m). Warto poczekać na zachód słońca i po zapadnięciu zmierzchu podziwiać rozświetlony wszystkimi barwami Szanghaj. Tak na marginesie, już się buduje Shanghai Tower o wysokości 632 metrów. Będzie to najwyższy wieżowiec w Chinach i drugi co do wysokości na świecie, zakończenie budowy jest planowane na rok 2014.



Z informacji praktycznych:
przejazd tunelem z Bund do Pudong - ¥50/os w jedną stronę
wjazd na taras widokowy WFC 96 piętro - ¥100/os

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur. 

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).