Przejdź do głównej zawartości

Szukając ciszy

Jak podaje World Population Satatistics Pekin liczy sobie około 20,693,000 mieszkańców i nie jest najbardziej zaludnionym miastem Chin (jest nim Szanghaj). Zagęszczenie ludności na 1 kilometr kwadratowy wynosi około 2,062 mieszkańców. Ponadto podobno w 2012 roku Pekin odwiedziło ok 230 milionów turystów krajowych i zagranicznych. Imponujące liczby, prawda?
Statystyki, statystykami a jak jest naprawdę? Jest tłoczno, ciasno i głośno. Przez te kilka dni gdziekolwiek byśmy nie poszli, tam zawsze czekał na nas tłum. W tym wielkomiejskim pędzie, przemieszczaniu się od jednego zabytku do drugiego, od jednej stacji metra do drugiej, udało nam się odnaleźć trochę ciszy i spokoju. Miejsca gdzie było niewielu turystów albo wcale.


Do Świątyni Nieba wybraliśmy się zaraz drugiego dnia po przyjeździe, zupełnie nieplanowanie. W oryginalnym założeniu było zobaczenie Zakazanego Miasta ale kolejki do kas biletowych na tyle nas odstraszyły, że postanowiliśmy bez celu pochodzić po mieście. Minęliśmy Plac Tiananmen, i udaliśmy się na południe do Bramy Przedniej, a następnie ulicą Qianmen (jeżeli ktoś kocha zakupy to jest to znakomite miejsce), by w końcu dotrzeć do 267 hektarowego parku, w którym znajduje się Tiantan (Świątynia Nieba).  Nie, nie myślcie sobie, że turyści tu nie zaglądają. Wręcz przeciwnie, na szczęście cały kompleks jest tak rozległy, że dla każdego znajdzie się miejsce gdzie w ciszy i spokoju może odpocząć, poćwiczyć taniec, tai chi, bądź popuszczać latawce.


Ale, ale, gdzie świątynia spytacie? Otóż Świątynia Nieba to nazwa całego parku, którym znajdują się 3 główne budowle: Ołtarz Modlitw o Dobre Zbiory (Qinian Dian), Cesarskie Sklepienie Nieba (Huiyin Bi) i Okrągły Ołtarz (Yuánqiū Tán).


Cały kompleks powstawał w latach 1406 - 1420 za panowania Cesarza Yongle (tego samego, który był inicjatorem budowy Zakazanego Miasta) i jest doskonałym przykładem architektury konfucjańskiej, sięgającej korzeniami epoki Ming.
Ołtarz Modlitw o Dobre Zbiory to piękna drewniana konstrukcja, do budowy której nie użyto ani jednego gwoździa!




Cesarskie Sklepienie Nieba z otaczającą je Ścianą Echa - obwód ściany wynosi 193 metrów, jej konstrukcja podobno pozwala na płynne przechodzenie fal dźwiękowych. Niestety trudno jest sprawdzić czy rzeczywiście tworzy się echo od ściany wschodniej do zachodniej jeżeli nie jest się tam samemu, ale może warto to sprawdzić na przykład o świcie?



Okrągły Ołtarz - miejsce składania ofiar, coś w rodzaju okrągłej trzypoziomowej platfromy zbudowanej z marmuru. Cały zamysł tej konstrukcji architektonicznej krąży wokół liczby 9. Liczba kolumn w każdej sekcji jest wielokrotnością 9. Liczba bloków tworzących górną kondygnację liczy 72, środkową 108, a dolną 180 - wszystkie razem dają liczbę 360 jak 360°, czyli koło, a tym samym obwód nieba. Sam środek górnej platformy był niegdyś uważany za centrum całej Ziemi.



nasze stopy w centrum ziemi ;)

A teraz wisienka na torcie :) Ostatniego dnia w Pekinie, po zwiedzeniu najważniejszych obiektów, wraz z parkiem olimpijskim nocą, postanowiliśmy zapuścić się w zaułki starego Pekinu - hutongi. Niezliczona ilość uliczek, w różnych częściach miasta, węższych i szerszych, dłuższych i krótszych, z wąskimi drzwiami, zagraconymi patiami, kolorowymi kwiatami, suszącym się praniem... jakże odmienna od tej uładzonej, błyszczącej i pożądnej wersji stolicy. Przemierzając tę plątaninę alejek, poprzegradzaną murami czuliśmy się jak w labiryncie, z którego nie chcieliśmy się wydostać.  Niestety hutongi powoli są zastępowane nowymi osiedlami, pozbawionymi charakteru i tego specyficznego klimatu. Pozostaje mieć nadzieję, że jakaś część z nich ocaleje.







Z informacji praktycznych:
Wstęp do Świątyni Nieba ¥35
Wstęp do hutongów - za darmo ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur. 

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).