Przejdź do głównej zawartości

Po staremu

Było o nowym, będzie o starym...
Stare Miasto w Szanghaju niewiele ma już wspólnego z prawdziwym, historycznym miastem. Wąskie uliczki, zamieszkiwane niegdyś przez handlarzy opium i drobnych gangsterów ustepują powoli miejsca rozrastającemu się targowisku. Sklepy z herbatami, biżuterią, porcelaną, pamiątkami, wszelkiego rodzaju ozdobami, restauracje i herbaciarnie, to wszystko znajduje się pod jednym dachem YuYuan ShangCheng. Charakterystyczna chińska zabudowa przyciąga tłumy turystów, być może oryginalna, być może tylko stylizowana na okres dynastii Ming z pewnością może zachwycać. To tutaj napijecie się najlepszej herbaty w najstarszej herbaciarni w mieście Huxinting Chashi i zjecie przepyszne chińskie pierożki w Nanxiang Montou Dian. Przygotujcie się tylko na długie kolejki i bądźcie cierpliwi bo naprawdę warto.

 




Dla miłośników natury też coś się znajdzie, w samym środku Starego Miasta znajduje się klasyczny chiński ogród zbudowany w XVI wieku, YuYuan. Misternie zdobione pagody z drewna mahoniowego, stawy z kolorowymi karpiami i żółwiami, skalniki, mostki i labirynty ścieżek, to dobra odskocznia od zatłoczonego targu.





W zupełnie innym klimacie, ale zdecydowanie wartym odwiedzenia miejscem w Szanghaju jest Francuska Koncesja (French Concession). Niegdyś dzielnica zamieszkiwana przez rewolucjonistów, pisarzy, prostytutki i przestępców. Plątanina tradycyjnych uliczek lòngtang z uroczymi sklepikami z rękodziełem, kafejkami i galeriami w Tiánzǐfāng jak i Xīntiāndì z ekskluzywnymi butikami i z odbudowanymi domami shíkùmén, choć bardzo różne, są równie ciekawe. By spróbować sobie wyobrazić tradycyjne życie w pełni umeblowanym 10-cio pokojowym szanghajskim domu koniecznie trzeba odwiedzić Shikumen Open House Museum, gdzie oprócz starych mebli i bibelotów, można zapoznać się z planem dnia typowej szanghajskiej rodziny jak również obejrzeć zdjęcia dokumentujące odbudowę domów shíkùmén. 






Warto też odbić z utartego szlaku i dać się ponieść swoim nogom przed siebie by zobaczyć te prawdziwe zabudowania, osłonięte przez pnące się w górę wieżowce, gdzie toczy się prawdziwe życie, gdzie targ to nie wypolerowane i lśniące butiki, gdzie nic nie jest na pokaz.


Z infromacji praktycznych:
Wstęp do Yu Garden - ¥40/os.
Wstęp do Shikumen Open House Museum - ¥20/os.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).