Przejdź do głównej zawartości

Zakazany spacer



W XV wieku żył sobie trzeci cesarz dynastii Ming, niejaki Yongle, który postanowił przenieść dwór z Nanjing (Nankin) do Beipingu, zmieniając przy tym nazwę miasta na Beijing (Pekin). To jemu przypisuje się rozplanowanie przestrzenne stolicy Chin, oparte na zasadach fengshui i zachowujące kosmiczny ład. Kazał on również wybudować miasto będące środkiem świata fizycznego, z którego by mógł pełnić rolę pośrednika pomiędzy niebiosami i ziemią. Budowa miasta zajęła 17 lat i objęła 70 hektarów powierzchni. Rezydencję cesarską zamieszkiwało przez kolejnych 500 lat od 8 do 10 tysięcy osób, w tym wpływowi urzędnicy, mandżurscy dostojnicy z czasów dynastii Qing, eunuchowie, służki, konkubiny. Otoczona wysokimi murami i fosą o szerokości 50 m, będąc niedostępna dla zwykłych ludzi, stała się Zakazanym Miastem. Dziś oficjalna nazwa nakazana przez władze komunistyczne to Gugong, czyli Muzeum Pałacowe. 

Obecnie niezależnie od pory dnia przed główną bramą Zakazanego Miasta kłębią się tłumy turystów (w przeważającej cześci Chińczycy), robiący zdjęcia i przepychający się do wejścia. Z wielkiego portretu spogląda ze stoickim spokojem Mao Zedong, wyglądając przy tym na sympatycznego starszego pana, a jego rodacy z dumą pozują "z  nim" do fotografii. Aby zwiedzić jedną z głównych atrakcji Pekinu najlepiej wstać wcześnie rano, zjeść pożądne śniadanie i na miejscu być o godzinie 8.30 (godzina otwarcia). Nie, nie będzie wtedy pusto, ale będzie na tyle miejsca by w miarę swobodnie przemieszczać się  od punktu A do punktu B, z możliwością zobaczenia od frontu tronów cesarskich znajdujących się w poszczególnych pałacach.




Z racji tego, że nie jestem fanką muzeów (tylko nieliczne potrafią wywołać u mnie jakieś zainteresowanie) Zakazane Miasto nie powaliło mnie na kolana. Owszem, ogrom całego kompleksu, idealna symetria, misterne zdobienia dachów, ogrody zasługują na uznanie ale dla mnie było to oglądanie nie różniących się znacznie od siebie budynków, do tego mocno odreastaurowanych.  Niestety nie starczyło nam chęci na obejrzenie wystaw Muzeum Pałacowego, znajdujących się na wschód i zachód od pawilonów głównych. Ale jeżeli ktoś lubi to do obejrzenia są kolekcje biżuterii, zegarów, strojów ślubnych, itp. (za wstęp trzeba dodatkowo zapłacić).
Czy według nas warto wybrać się do Zakazanego Miasta? Zdecydowanie tak, to tak jak być w Londynie i nie widzieć Big Ben'a, czy też w Barcelonie - Sagrady Famílii Gaudiego.


Po wyjściu przez Bramę Boskiego Zwycięstwa (Shenwumen) warto udać się prosto do Parku Jin Shan, ze sztucznym wzgórzem, z którego rozpościera się przepiękny widok na cały kompleks pałacowy. To własnie tam najlepiej podziwiać atuty Zakazanego Miasta, o których już wspomniałam powyżej. To w tym parku powiesił się na drzewie ostatni cesarz dynastii Ming podczas powstania chłopskiego, zabijając wcześniej całą swoją rodzinę. Samo drzewo, na którym się powiesił podobno przetrwało do dziś! W parku można również natrafić na grupki ludzi ćwiczących taniec, gimnastykujących się, czy też trenujących posługiwanie się białą bronią.

widok ze wzgórza Jin Shan
Podążając dalej, wzdłuż jeziora Qianhai można dojść do dwóch wież, Wieży Bębnów i  Wieży Dzwonu. Obie zostały wybudowane w czasach dynastii Yuan i wyznaczały niegdyś północną granicę Pekinu. Nam nie starczyło sił by wejść na obie, więc zdecydowaliśmy się na Wieżę Bębnów.  Było warto, szczególnie, że udało nam się trafić na pokaz gry na bębnach, który odbywa się codziennie w godzinach 9:30 - 11:30 i 13:30 - 16.45.

Wieża Bębnów

schody prowadzące na szczyt Wieży Bębnów


Wieża Dzwonu

Z informacji praktycznych:
Wstęp do Zakazanego Miasta ¥60
Wstęp do Parku Jin Shan ¥2
Wieża Bębnów ¥20 (obie wieże Bębnów i Dzwonu chyba ¥35)

Komentarze

  1. Très jolies photos les dernières sont superbes car j'aime les gros plans ou plans rapprochés!
    Bon week-end à toi et merci de tes commentaires sur mon blog photo!
    Bises, Cath.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).