Przejdź do głównej zawartości

Słoneczne Killarney


 
Tegoroczne lato nas rozpieszczało. Nagłówki gazet, wiadomości telewizyjne i radiowe niejednokrotnie informowały o najcieplejszym lecie w Irlandii od 7 lat. Słynna "heat wave" to tym razem nie 21 - 22 stopnie... temperatury sięgały nawet 30 stopni celsjusza! 
Korzystając z tak pięknej pogody nie mogliśmy odmówić sobie co weekendowych wycieczek do pobliskich gór Wicklow, ale także dalszych wypraw, jak na przykład zachodnie wybrzeże Irlandii. 
Tym razem zabieram Was do Killraney. Niektórzy mówią, że to tutaj zaczyna się słynne Ring of Kerry (pl. Pętla Kerry), inni stanowczo zaprzeczają mówiąc, że w mieście Kenmare, ok. 34 km na południe od Killarney. W każdym bądź razie nie mnie ten spór rozstrzygać i z pewnością nie tutaj.
Killarney to znakomite miejsce na rozpoczęcie swojej przygody z Pętlą Kerry, ze względu na liczne zabytki jak również na piękno samego krajobrazu, niczym polskie Mazury.


zdjęcie z 2008 r.

zdjęcie z 2008 r.


Park Narodowy Killarney, o powierzchni 10 tys. ha, jest jedną z głównych atrakcji położoną w pobliżu miasta. Założony w 1932 roku został uznany za rezerwat biosfery UNESCO. Polodowcowe jeziora wraz z najwyższym masywem górskim w Irlandii, Macgillcuddy's Reek tworzą łagodny klimat, który sprawia, że prócz lasów dębowych i cisowych, możemy tutaj znaleźć, popularne w regionie śródziemnomorskim, rododendrony czy też drzewa poziomkowe.








Wspomniane przeze mnie jeziora, a dokładnie trzy: najbardziej popularne Muckross Lake znajdujące się pośrodku, największe Lough Leane o dł 8km z 30-oma małymi wysepkami i Upper Lake, są ze soba połączone kanałem o długości 4 km. Dla zainteresowanych oferowane są rejsy łódkami wycieczkowymi w celu zwiedzenia jeziornych wysepek. 

W pobliżu znajdują się również takie atrakcje jak: 

Muckross Abbey (Opactwo Muckross), franciszkański klasztor z poł. XV w.;

źródło: www.killarneynationalpark.ie
Muckross House – posiadłośc w stylu elżbietańskim wybudowana w 1843 roku, z 65 komnatami dziś jest Centrum Folkloru w mieście Kerry. Jest również najbardziej charakterystycznym punktem spotkań w Parku;

zdjęcie z 2008 r.

zdjęcie z 2008 r.


Wodospad Torc (Torc Waterfall) – 18-sto metrowy wodospad spadający z bajecznie zalesionego zbocza góry Torc;






Gap of Dunloe (dolina Dunloe) - 11-sto kilometrowy górski wąwóz, który można przemierzyć pieszo, rowerem, konno lub dorożdką;

zdjęcie z 2008 r.

zdjęcie z 2008 r.

zdjęcie z 2008 r.

zdjęcie z 2008 r.
Ross Castle (Ross Castle) – XIV-wieczna obronna wieża mieszkalna, rodowa siedziba klanu O'Donoghue

źródło: www.killarneynationalpark.ie
Killarney to miasto pełne atrakcji i świetna baza wypadowa w najwyższe góry Irlandii (mamy w planach), półwysep Dingle (o tym będzie następny wpis), czy też całą Pętlę Kerry. My pojechaliśmy tam na weekend ale zdecydowanie warto zatrzymać się na dłużej. Najlepiej wynająć rower na cały dzień i odkrywać jedno z najpiękniejszych miejsc w Irlandii.



Komentarze

  1. je découvre ton blog avec grand plaisir ! les photos y sont vraiment magnifiques!
    je suis artiste peintre et photographe amateur, n'hésite pas à me rendre visite sur mes blogs,
    Merci, bon week-end à bientôt. Cath.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hello Cath! Welcome... We are very happy that you like our blog. We hope that you will stay with us :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur. 

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).