Przejdź do głównej zawartości

Jak wielki jest Chiński Wielki Mur?

Będąc w Indiach nie odmówiliśmy sobie zobaczenia pięknego Taj Mahal, zaliczanego to jednego z cudów świata. Teraz jesteśmy w Chinach, tak więc idąc za ciosem, zdecydowaliśmy się na wyprawę na Wielki Mur, kolejny z cudów świata ciągnący się od Shanghaiguan nad Morzem Żółtym aż do samej pustyni Gobi. Ten inżynieryjny triumf Chińskiego Cesarstwa wymagał poświęcenia setek tysięcy ludzi, głównie więźniów politycznych. 



Podobno najbardziej spektakularne fragmenty muru powstały za czasów Dynastii Ming ale pierwsze prace budowlane sięgają V w p.n.e., by około 220 r p.n.e. pierwszy chiński cesarz Qin Shi Huangdi zdecydował o jego obecnym usytuowaniu. Mur ciągnie się przez piękne górzyste tereny i aż dziw bierze, że człowiek był w stanie fizycznie wtoczyć pod górę taką niezliczoną ilość cegieł i kamieni. 
Za czasów ukochanego przewodniczącego Mao, mur stał się źródłem darmowego budulca, a że proceder nieoficjalnej rozbiórki trwa do dzisiaj za kilka lat mur może zniknąć??? (My wzięliśmy tylko jedną cegłę ;)).


Będąc w Pekinie ma się do wyboru różne punkty do zwiedzania muru, do których można dojechać samodzielnie, bądź wykupić zorganizowaną wycieczkę w hostelu czy też hotelu (uwaga na wycieczki z postojami na zakupy czy też zapoznanie z medycyną chińską). Jeden z najbardziej popularnych i najbliższych to Badaling, oblegany przez masę turystów walczących o każde 'czyste' ujęcie. Chiński przewodnik książkowy z dumą podaje, że Badaling odwiedziło już około 130 milionów turystów. Ta część muru, choć bez wątpienia nie pozbawiona przepięknej scenerii (pomijając liczne stragany z pamiątkami), została mocno odrestaurowana w latach 50tych.
 
Badaling

My oryginalnie mieliśmy w planach pojechać do Jīnshānlǐng i pieszo przejść mur do Sīmǎtái. Jak się okazało, część z tej trasy została zamknięta w 2010 roku w celach renowacyjnych, tak więc z Jīnshānlǐng udaliśmy się w stronę Sīmǎtái, by zobaczyć  600-letnią część muru z czasów Dynastii Ming i z powrotem. 
Sama trasa może być w niektórych miejscach dość trudna i męcząca, szczególnie jak ma się lęk wysokości czy przestrzeni. Mało stabilne i pokruszone kamienie z pewnością nie ułatwiają wspinaczki choć dodają jej smaczku. Całości oczywiście dopełniają przepiękne górskie widoki, a brak masy turystów wynagradza 3 godzinną podróż w jedną stronę. Na nas mur zrobił olbrzymie wrażenie jak na Wielki Mur przystało. Moglibyśmy tam spędzić kilka dni wspinając się i schodząc w dół gdyby czas tak nie gonił. Naszym zdaniem jest to miejsce, które trzeba zobaczyć będąc w Pekinie. Z resztą popatrzcie sami...




Z informacji praktycznych:
wstęp na zwiedzenie Wielkiego Muru ¥65
kolejka na szczyt ¥40 w jedną stronę (oczywiście można wejść samemu, zajmuje to ok 30 minut)
My skorzystaliśmy z oferty naszego hostelu, zapewniającej dojazd, śniadanie i lunch bez żadnych zbędnych przystanków, za co zapłaciliśmy ¥280/os. Do Jīnshānlǐng można również dojechać korzystając z kombinacji komunikacji publicznej i prywatnych busów, co może kosztować o połowę taniej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).