Przejdź do głównej zawartości

Chińskie przygotowania

Od czasu kupienia przez nas biletów do Chin minęło przeszło 6 miesięcy, szmat czasu. Praktycznie cały urlop zarezerwowaliśmy na ten wyjazd, tak więc podróżniczo przez ten czas było u nas trochę krucho. Jednodniowe wycieczki w góry, dwa weekendy spędzone po drugiej stronie Irlandii, niby coś a jednak odczuwało się lekki spadek formy psychicznej. 
W wolnych chwilach, które mieliśmy pod dostatkiem podróżowaliśmy palcem po mapie, przygotowując się mniej lub bardziej do naszego upragnionego urlopu. Daniel oddał się lekturze przewodników, ja blogów o Chinach takich jak pojechana.pl, www.chiny-info.pl i książek autorstwa innych osób podróżujących po Państwie Środka.



Okazuje się, że te pół roku minęło bardzo szybko (jakby to mama L. powiedziała, "zleciało jak z bicza strzelił") i już za krótką chwilę startujemy. Pakowanie, drukowanie, potwierdzanie, sprawdzanie... znajomy ucisk ekscytacji w dołku powrócił. 
Uzbrojeni w wiedzę blogowo-książkowo-przewodnikową, wiedząc, że nic nie wiemy, wyruszamy. 

Życzcie nam powodzenia, trzymajcie kciuki i bądźcie z nami. Jeżeli tylko Chiński Mur Ogniowy nam pozwoli, będziemy na bieżąco opowiadać Wam o naszych przygodach.
Do przeczytania!

Komentarze

  1. Wyprawa do Chin z pewnością musi być bardzo ciekawa, zresztą jak i do innych części Azji. Sama nie miałam jeszcze okazji wybrać się w tamte rejony świata, ale bardzo bym chciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mamy nadzieję, że ta podróż będzie ciekawa, zaskakująca i z chęcią będziemy ją wspominać. A co do podróży do Azji to wszystko przed Tobą, jeżeli o tym marzysz to wcześniej czy później te marzenia mogą się spełnić :) Pozdrawiamy

      Usuń
  2. Super! Powodzenia :)
    P.S. Lecicie Dreamlinerem...? Jeśli tak, życzę spokojnej podróży samolotem :) a "obyś żył w ciekawych czasach" spełniło się dopiero w Chinach i jedynie w pozytywnym znaczeniu! Bawcie się dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie lecieliśmy dreamlinerem ale podróż choć długa i męcząca minęła bez zakłóceń :) Dziękujemy i pozdrawiamy już z Chin!

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).





Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur.