Przejdź do głównej zawartości

Mission Impossible


Pokaż Chiny - plan na większej mapie

Do naszej wyprawy do Chin zostały niecałe 2 miesiące. Póki co jestesmy jeszcze daleko w lesie z przygotowaniami. Planu jako takiego nie mamy, a jedynie zaznaczone na mapie miejsca, które bardzo chcielibyśmy zobaczyć. 
Po wstępnych przeszukiwaniach połączeń pociągowych i lotniczych zadałam sobie sprawę, że tych 12 małych punktów może zamienić nasz 4-tygodniowy urlop w koszmarny wyścig z czasem i pozbawić nas całej radości z wyjazdu. Trzeba będzie z czegoś zrezygnować i zostawić na 'następny raz'.  
W najbliższym czasie przystępujemy do weryfikacji naszych planów i mamy nadzieję, że uda nam się stworzyć optymalny zarys naszej podróży. A jak będzie w rzeczywistości - czas pokaże ;)

Komentarze

  1. trzymam kciuki i tak ciut zazdroszczę, ale tak pozytywnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Jo, już nie możemy się doczekać :) Emocje sięgają zenitu i ta wielka niewiadoma przed nami...

      Usuń
  2. Ale przygoda Was czeka. Coś popularne się te Chiny ostatnio zrobiły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Travelling Milady szczerze mówiąc nie wiem czy Chiny popularne ostatnio sie zrobiły, my byliśmy w posiadaniu biletów od przeszło 6-ciu miesięcy i cierpliwie czekaliśmy aż w końcu termin wyjazdu nadejdzie. Teraz już tylko 1,5 miesiąca nam zostało do wytęsknionych wakacji i wreszcie odległy plan stał się realny i bliski realizacji. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Czekam na relacje po powrocie :)


    Ponieważ obserwowaliście mojego bloga, chciałam Cię poinformować o zmianie adresu.
    Poprzedni adres został już wyłączony, dlatego zapraszam na nowy http://dalekoniedaleko.blogspot.com/
    Będzie mi miło, jeśli nadal będziesz obserwować mojego bloga pod nowym adresem.
    Pozdrawiam
    Shibi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacje będą publikowane na bieżąco w miarę możliwości tak więc zapraszam już za 3 tygodnie :)
      Reading list zaktualizowana - dzieki!

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).