Przejdź do głównej zawartości

Międzynarodowa Queima das Fitas



Pierwszy raz w Portugalii byliśmy 2 lata temu. Do Lizbony wybraliśmy się w tym samym czasie co do Porto, czyli na długi weekend majowy. Wtedy to, po raz pierwszy byliśmy świadkami jakiejś studenckiej uroczystości. Młodzi ludzie, całymi gromadami przemierzający ulicami Lizbony, wszyscy ubrani na biało- czarno z zarzuconymi na ramiona długimi czarnymi pelerynami (niczym Sandeman'i). Wykrzykujący niezrozumiałe dla nas hasła, śpiewający i ogólnie rzecz ujmując imprezujący :). Wtedy, w Lizbonie nie bardzo zawracaliśmy sobie tym głowy. Jednak tym razem, w Porto całe wydarzenie bardzo nas zaciekawiło i postanowiliśmy zasięgnąć języka u samych zainteresowanych (czyt. studentów), żeby dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi????


źródło: http://www.queimadoporto.com
Queima das Fitas to nic innego jak portugalskie Juwenalia - tygodniowy zawrót głowy, poprzedzający ostatnie egzaminy na studiach. Śpiewanie serenady - Manumental Serenata, parada - Cortejo Academico, koncerty i przeróżne imprezy - na cały tydzień Portugalia zamienia się w tętniącą życiem krainę.



żródło: http://www.destinoslusos.com
Nasza znajoma hiszpanka na pytanie o różnice w temperamencie pomiędzy portugalczykami a hiszpanami, powiedziała, że wiatr z nad Atlantyku skutecznie chłodzi portugalski naród dlatego też jest on bardziej powściągliwy od hiszpanów. Obserwując jednak obchody Queima das Fitas trudno nam się z tym zgodzić. Z pewnością możemy stwierdzić, że hiszpanie są głośniejsi ;)












Długi weekend majowy i studenckie juwenalia przyciągnęły do Porto wielu turystów, od rozkrzyczanych hiszpanów po biegających z aparatami azjatów. Poniżej kilka naszych spostrzeżeń. Z góry zaznaczam, że nie jest to żadna złośliwośc z naszej strony a raczej wynik zwykłej obserwacji.



















Komentarze

  1. Bardzo podoba mi się "wiatr studzący charakter", i dziękuję za jeszcze jeden przystanek w podróży :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur. 

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).