Przejdź do głównej zawartości

Kury z curry i kadzidła

Gdzieś wyczytałam, że każde danie w Indiach smakuje tak samo... jak curry. Niezależnie od tego czy jest to kurczak, jagnięcina czy może ser z warzywami, do wszystkiego dodawane jest curry. Dla nas smakowanie lokalnych smakołyków podczas podróży jest niezmiernie istotne, tak więc nie mogliśmy się doczekać by przekonać się jak to naprawdę jest z tą indyjską kuchnią. 
Według Daniela, jest ona poprostu bardzo smaczna (niezwykle męski punkt widzenia!) Dla mnie to niesamowita mieszanka pachnących przypraw, których nigdy wcześniej nie próbowałam, kolorowych sosów podanych w miedziano-stalowych, ręcznie kutych miseczkach, soczystych mięs (oczywiście nie w każdym mieście można je zjeść), pysznego sera paneer i warzyw, w akompaniamencie czosnkowego bądź maślanego chleba naan. 
Na koniec bardzo słodka herbata masala z mlekiem bądź słodkie lassi (pyyyycha!), a na odświeżenie oddechu nasiona kopru włoskiego.










oczywiście nie mogliśmy odmówić sobie kupienia książki kucharskiej

Indyjskie słodycze to istna feria barw i kształtów - wyglądają przepięknie. Słodkie, tłuste, przyprawione szafranem, kardamonem, goździkami, nie przypadły nam jednak do gustu. Polskie pączki lepsze?




Indie to też zapach kadzidła obecny na każdym kroku (głównie drzewa sandałowego). Kadzi się w świątyniach, na ulicach, w domach, w sklepach... do kupienia w przeróżnych zapachach, wielkościach i kształtach - istny obłęd.










Komentarze

  1. Ależ czuję się głodna, przepiękne te miedziane naczynia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naczynia te kupiliśmy na Tripolia Bazaar w Jaipurze, gdzie kupuje się je na wagę. Sprzedawca je waży i wylicza cenę. Takie 2 to wydatek ok INR450. Znakomicie się nadają do serwowania indyjskich potraw. Przywołują wspomnienia...

      Usuń

Prześlij komentarz

Podobał Ci się ten wpis? Masz coś do dodania bądź chcesz o coś zapytać? Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz :)

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).