Przejdź do głównej zawartości

Mussoorie - Hello Sir! How are you?



Droga do Mussoorie to niekończące się serpentyny dróg, ciągnące się przez Himalaje Małe. Przejechanie 75 km zajęło nam przeszło 3 godziny. Uttarakhand to Indie bardziej nowoczesne, zamożniejsze, z pięknymi willami i nowoczesnymi osiedlami. Po drodze zatrzymaliśmy się przy czerwonej świątyni Shiwy, w której to zakupiliśmy kadzidła i lampkę oliwną.






Następny przystanek mieliśmy nad małym jeziorkiem nad brzegiem, którego zostaliśmy oblężeni przez wycieczkę szkolną.  Hello Sir! Hello Madame! How are you? Wszyscy po kolei chcieli sobie zrobić z nami zdjęcie. Na koniec zgodziliśmy się na zdjęcie grupowe, aby zadowolić wszystkich na raz (jedno nawet sama zrobiłam Danielowi).





W Mussoorie mieliśmy jeden cel, zobaczyć Himalaje i udało się! Co prawda Mount Everestu nie widzieliśmy, a przejrzystość powietrza trochę ograniczała widoczność ale ośnieżone czapy było nam dane dojrzeć. Karkołomna jazda na punkt widokowy (2205 m n.p.m.) po bardzo wąskiej i w złym stanie drodze opłaciła się. Widok olbrzymiej przestrzeni oraz majaczących w oddali bielących się szczytów wynagradzał wszystko. Ani zdjęcia, ani słowa nie są w stanie oddać ciszy, majestatu i piękna tych gór. Wszyscy zakochani w Himalajach z pewnością nie są szaleńcami, a ryzykowanie własnego życia dla zdobycia szczytu nie jest pozbawione sensu - właśnie dziś to zrozumieliśmy.














Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).