Przejdź do głównej zawartości

Dobrego złe początki?!?!?!

Po gorączkowych przygotowaniach położyliśmy się spać dobrze po 23.00. Persptektywa niecałych 4 godzin snu nie pomogła nam w zaśnięciu. Kiedy w końcu sen nas dopadł, budzik bezlitośnie poderwał nas na równe nogi - 3.00 rano!
Jesteśmy na lotnisku. Odprawiamy się. Pierwsza strata to płyn do czyszczenia optyki - 120ml w bagażu podręcznym (kogo? Daniela oczywiście)  i duct tape (słyszeliście, że nie można mieć w podręcznym duct tape?!). Jak się okazało to był zaledwie wstęp do tego co miało nastąpić. Lot delikatnie się opóźniał, część ludzi weszła już na pokład, gdy niespodziewanie przestano wpuszczać resztę pasażerów. Czekaliśmy, czekaliśmy jeszcze, czekaliśmy dłużej... cisza, nikt nic nie wie. Po godzinie czekania usłyszeliśmy, że nigdzie tym samolotem nie polecimy. Do tej pory nie wiemy dlaczego? Musieliśmy odebrać bagaże i przebukować nasz lot na najbliższy dostępny. Teraz siedzimy w Starbucks na lotnisku w Dublinie, emocje powoli opadają... mamy 4 godziny cudownego snu w plecy!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur. 

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).