Przejdź do głównej zawartości

16/09 W wielkim wąwozie

To był już przedostatni dzień naszych wakacji i ostatni zmotoryzowany. Garganta del Chorro i Camino del Rey mieliśmy zobaczyć po drodze z Rondy do Granady, ale niestety przeceniliśmy wtedy nasze siły. W związku z tym, że z Malagi do tego wielkiego wąwozu dzieliło nas zaledwie 60km postanowiliśmy nadrobić zaleglości. 
Droga była bardzo kręta i wąska (czasami ledwie mijały się 2 samochody) ale za to niezwykle malownicza. 







Garganta del Chorro to wielka na 180m rozpadlina w wapiennej górze, której dnem płynie rzeka Guadalhorce. Wąwóz słynie ze ścieżki zwanej Camino del Rey (droga króla). Ogólny dostęp do ścieżki podobno został zakazany w 2000 roku a obecnie jest to raj dla wspinaczy skałkowych. 
Nieoficjanie na drugą stronę wąwozu można się przedostać po przejściu przez most kolejowy (dobrze wcześniej sprawdzić rozkład jazdy pociągów). My się nie skusiliśmy ale o tym, co można tam zobaczyć możecie przeczytać tutaj. El Chorro to również gratka dla miłośników praktów, gdyż można tam zaobserwować przepiękne orły przednie.
















































Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).





Koty, ślimaki i... Gaudi ;)

Niektórzy z Was zapewne mają tak zwane 'swoje miejsce na ziemi', gdzie mieszkacie lub gdzie wyjeżdżacie bardziej bądź mniej regularnie. Dla nas jest to Hiszpania, odwiedzana przynajmniej raz w roku. Nie zawsze to samo miasto, nie zawsze ten sam region, gdyż chęć poznania i odkrywania jest niezwykle silna i ekscytująca.

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Barcelonę. Co prawda czwarty raz, ale to miasto nigdy nam się nie nudzi. Bajkowa architektura Gaudiego, obłędne zapachy kuchni katalońskiej, plaża i sąsiadujące góry to coś czemu dajemy się uwieść za każdym razem. Bez planu, bez listy miejsc do zobaczenia - ot tak, czwarty raz, czterodniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Pogoda jak na listopad nam dopisała, temperatura oscylowała w granicach 20 stopni, niekiedy kropił deszcz, a czasami słońce dokazywało zza chmur.