Przejdź do głównej zawartości

16/09 W wielkim wąwozie

To był już przedostatni dzień naszych wakacji i ostatni zmotoryzowany. Garganta del Chorro i Camino del Rey mieliśmy zobaczyć po drodze z Rondy do Granady, ale niestety przeceniliśmy wtedy nasze siły. W związku z tym, że z Malagi do tego wielkiego wąwozu dzieliło nas zaledwie 60km postanowiliśmy nadrobić zaleglości. 
Droga była bardzo kręta i wąska (czasami ledwie mijały się 2 samochody) ale za to niezwykle malownicza. 







Garganta del Chorro to wielka na 180m rozpadlina w wapiennej górze, której dnem płynie rzeka Guadalhorce. Wąwóz słynie ze ścieżki zwanej Camino del Rey (droga króla). Ogólny dostęp do ścieżki podobno został zakazany w 2000 roku a obecnie jest to raj dla wspinaczy skałkowych. 
Nieoficjanie na drugą stronę wąwozu można się przedostać po przejściu przez most kolejowy (dobrze wcześniej sprawdzić rozkład jazdy pociągów). My się nie skusiliśmy ale o tym, co można tam zobaczyć możecie przeczytać tutaj. El Chorro to również gratka dla miłośników praktów, gdyż można tam zaobserwować przepiękne orły przednie.
















































Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).