Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2012

Pustynny Jaipur

Stolica Rajastanu, Jaipur to nasz ostatni przystanek w podróży. Po drodze zatrzymaliśmy sie w Fatehpur Sikri (architektoniczne pozostałości po stolicy Wielkich Mogołów).



Wielki Taj

Do Agry dojechaliśmy wczesnym popołudniem. Zaraz po lunchu udaliśmy się do Agra Fort, z którego rozpościera się przepiękny widok na Taj Mahal.



Mussoorie - Hello Sir! How are you?

Droga do Mussoorie to niekończące się serpentyny dróg, ciągnące się przez Himalaje Małe. Przejechanie 75 km zajęło nam przeszło 3 godziny. Uttarakhand to Indie bardziej nowoczesne, zamożniejsze, z pięknymi willami i nowoczesnymi osiedlami. Po drodze zatrzymaliśmy się przy czerwonej świątyni Shiwy, w której to zakupiliśmy kadzidła i lampkę oliwną.

Coś dla ducha

Rishikesh jest całkowicie inny niż Haridwar, pełny turystów z Europy, Ameryki Północnej, ogólnie rzecz ujmując: białych twarzy. Tak jak w Haridwarze stanowiliśmy atrakcję turystyczną, tak w Rishikeshu niewiele osób zwracało na nas uwagę. Miasto zyskało swą sławę w latach 60tych dzięki The Beatles, którzy przybyli tu w celu spotkania się z joginem Maharishi. Obecnie pełne jest zachodnich turystów szukających duchowego oświecenia i całej infrastruktury spełniającej ich oczekiwania czyli świątyń, ashramów, szkół jogi, bab i sadhu (świętobliwi mężowie). 

Haridwar, miasto świętej rzeki

Wczoraj o godzinie 7-ej rano wyjechaliśmy z Delhi do Haridwaru. Do pokonania mieliśmy 208 kilometrów, co zajęło nam 6 godzin. Podróż była inna niż wszystkie, które dotychczas było nam dane przebyć. Wśród ogłuszającego i nieustannego dźwięku klaksonów, ogromu przystrojonych ciężarówek, motocyklistów, rowerzystów i pieszych nasz kierowca uskuteczniał istny slalom wymijając każdą napotkaną przeszkodę (czyt. innych uczestników ruchu drogowego). Indie, które mogliśmy zobaczyć to jedno niekończące się miasto z przydrożnymi warsztatami, sklepami z owocami i małymi jadłodajniami w towarystwie suszących się na słońcu krowich placków na opał, samych krów i bawołów, psów, świń, koni i nie wiem czego jeszcze... Haridwar to miasto pełne pielgrzymów z całych Indii z niezliczoną ilością świątyń, które z zewnątrz wyglądają znacznie ciekawiej niż wewnątrz. Podobno to w Haridwarze Ganges wpływa na niziny kończąc swój górski bieg.


Targowanie przy kaszmirskiej herbacie

Z samego rana wyruszyliśmy do Qutub Minar - wieży Zwycięstwa zbudowanej z piaskowca (1193 - 1368) i okalających ją budynków.



Pierwszy dzień w Delhi

Pech nas nie opuszczał po przylocie do Delhi. Na bagaż czekaliśmy całe wieki (nasz był jeden z ostatnich), a potem następna godzina czekania na osobę, która miała nas odebrać z lotniska. Do hotelu dotarliśmy po godzinie 7.00 rano. Tuż po lunchu wyruszyliśmy na podbój stolicy Indii: India Gate, Parlament, Nehru Memorial Museum i Laxmi Narayan Temple. Pod wieczór udaliśmy się na pokaz światło i dźwięk w Red Fort, którego zdecydowanie nie polecamy! Delhi to jeden wielki komunikacyjny chaos, pozbawiony wszelkich reguł. Linie na ulicy są zupełnie niepotrzebne bo i tak nikt się nie trzyma wyznaczonego pasa, kierunkowskazy mogą nie istnieć tak samo jak lusterka boczne, a wszechobecny dźwięk klaksonu ogłusza z każdej strony. Zadziwiające jest to, że ruch mimo wszystko jest płynny. Ulicami przemierzają stada bezdomnych psów, czasami trafi się małpa a nawet dzika świnia grzebiąca w śmieciach. Niestety do tej pory nie udało nam się zobaczyć ani jednej świętej krowy.  Mieszkańcy Delhi są bardzo prz…

Dobrego złe początki?!?!?!

Po gorączkowych przygotowaniach położyliśmy się spać dobrze po 23.00. Persptektywa niecałych 4 godzin snu nie pomogła nam w zaśnięciu. Kiedy w końcu sen nas dopadł, budzik bezlitośnie poderwał nas na równe nogi - 3.00 rano! Jesteśmy na lotnisku. Odprawiamy się. Pierwsza strata to płyn do czyszczenia optyki - 120ml w bagażu podręcznym (kogo? Daniela oczywiście)  i duct tape (słyszeliście, że nie można mieć w podręcznym duct tape?!). Jak się okazało to był zaledwie wstęp do tego co miało nastąpić. Lot delikatnie się opóźniał, część ludzi weszła już na pokład, gdy niespodziewanie przestano wpuszczać resztę pasażerów. Czekaliśmy, czekaliśmy jeszcze, czekaliśmy dłużej... cisza, nikt nic nie wie. Po godzinie czekania usłyszeliśmy, że nigdzie tym samolotem nie polecimy. Do tej pory nie wiemy dlaczego? Musieliśmy odebrać bagaże i przebukować nasz lot na najbliższy dostępny. Teraz siedzimy w Starbucks na lotnisku w Dublinie, emocje powoli opadają... mamy 4 godziny cudownego snu w plecy!

Indie ekspresowo!

Już w tą sobotę, 10ego marca wyruszamy w naszą ekspresowo-intensywną podróż po Indiach. Na przekór tym, którzy z pobłażliwym uśmiechem mówili nam, że niewiele zobaczymy przez 2 tygodnie, poniżej nasz plan. 

Oczywiście wiedząc co nieco o Indiach wiemy, że niczego nie możemy z góry zaplanować i liczymy się z możliwymi zmianami powyższego planu. Dlaczego Indie? A dlaczego nie? Do tej wyprawy skusiła nas super oferta biletów lotniczych. A że oboje pracujemy z Hindusami, skutecznie zostaliśmy zachęceni do ich zakupienia. Swoją drogą dziwne, że sami Hindusi nie mówili nam, że tak krótki wyjazd zupenie nie ma sensu...? Z góry uprzedzamy, że nie będzie to ekstremalno-backpakerska podróż, tylko wyprawa dwójki turystów kanapowych w miejsca typowo turystyczne.  Jeszcze nie wiemy czy będziemy pisać na bieżąco czy też opiszemy wszystko po powrocie. Niemniej jednak zachęcamy do zaglądania na naszego bloga.

17/09 W mieście Picassa

Malaga bez wątpienia okazała się być jedną z wielu niespodzianek naszego wyjazdu. Barwne, wąskie uliczki i zaułki uwiodły nas swoim klimatem, więc schowaliśmy mapę do plecaka i daliśmy się ponieść prosto przed siebie...


16/09 W wielkim wąwozie

To był już przedostatni dzień naszych wakacji i ostatni zmotoryzowany. Garganta del Chorro i Camino del Rey mieliśmy zobaczyć po drodze z Rondy do Granady, ale niestety przeceniliśmy wtedy nasze siły. W związku z tym, że z Malagi do tego wielkiego wąwozu dzieliło nas zaledwie 60km postanowiliśmy nadrobić zaleglości.  Droga była bardzo kręta i wąska (czasami ledwie mijały się 2 samochody) ale za to niezwykle malownicza.