Przejdź do głównej zawartości

15/09 Na balkonie Europy

Po opuszczeniu niewątpliwie najnudniejszego miasta jakie odwiedziliśmy, Almería udaliśmy się w kieruku ostatniego przystanku naszej podróży, jakim była Malaga. Jechaliśmy drogą, która wiła się wzdłuż morskiego nabrzeża  oraz wśród wszechobecnych plantacji pomidorów i tuneli foliowych. 
Po drodze oczywiście postanowiliśmy zatrzymać się tu i ówdzie, żeby całego dnia nie spędzić w samochodzie. O Nerja przeczytałam na blogu Ani Andaluzja. Podróż w głąb codzienności i tak się zakochałam w pierwszym zdjęciu, że musieliśmy tam zajechać. Po przyjeździe pierwsze kroki skierowaliśmy do przydrożnej restauracji, gdzie czekając na zamówioną rybkę przygłądaliśmy się okolicy, która chwilami sprawiała wrażenie kolonii angielskiej (większość widzianej populacji stanowili skacowani wyspiarze). Skalisty cypel, wzdłuż którego biegnie promenada miasta, zwany jest El Balcón de Europa (Balkon Europy), z którego rozciąga się przepiękny widok na Costa del Sol. 



Znajdująca się w zatoce plaża, białe domy na urwiskach i zieleń porastająca skały tworzą bardzo przyjemny klimat. Woda była niewiarygodnie ciepła, a wysokie fale sprawiły nam dużo radości. Na plaży spędziliśmy kilka godzin, z czego większość w wodzie. 

Zanim ostatecznie udaliśmy sie w stronę Malagi postanowilismy jeszcze po drodze zatrzymać się w miasteczku Frigiliana. Jest ono położone niecałe 8 kilometrów od Nerja. Strome, wąskie uliczki, cisza panująca wokół, piękne widoki... bez wątpienia jest to miasteczko warte odwiedzenia. 


















W Maladze zatrzymaliśmy się w nowootwartym Malaga Hostel, który uczciwie możemy polecić. Lokalizacja trochę z dala od centrum ale za to blisko plaży, wzdłuż której biegnie promenada z niezliczoną ilością restauracyjek. Widok z tarasu na dachu Hostelu, ciepły powiew wiatru, kubek Sangrity i wspaniałe towarzystwo... pełnia szczęścia!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

Ach... leniem być!

Nasza wyprawa do Chin nie była w założeniu wyprawą ekstremalną, nie planowaliśmy przez całe 4 tygodnie przemierzać rozmaite trasy wysokogórskie ani też spędzić tego czasu wyłącznie w wielkich aglomeracjach miejskich. Mówcie co chcecie, ale przemieszczanie się z jednego miasta do drugiego co parę dni bywa męczące, a nadmiar wrażeń trochę przytłaczający. Na ten wyjazd czekaliśmy praktycznie cały rok i od samego początku wiedzieliśmy, że bedziemy chcieli spędzić jeden tydzień na robieniu NIC. Wybór padł na wyspę Hainan położoną na Morzu Południowochińskim, zwaną przez niektórych chińskimi Hawajami. Tropikalny klimat, temperatury między 25 a 30 stopni Celsjusza, woda, plaża - tego właśnie było nam trzeba.  Aby dostać się do Sanya (miasta na południu wyspy) z Zhangjiajie najpierw czekała nas 13-sto godzinna podróż pociągiem (na szczęście w nocy) a potem 1,5 godzinny lot. Oczywiście po opuszczeniu lotniska trzeba uważać na naciągaczy, którzy bardzo chętnie nas zawiozą do centrum za cenę 2x w…

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).