Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2011

09/09 Afryka! Czarny ląd? Pustynie?

Nasze pierwsze 'spotkanie' z Afryką miało miejsce już w Tarifie, gdzie mogliśmy podziwiać północne wybrzeże tego kontynentu. Już tam okazało się, że nasze wyobrażenie o niej nijak się ma do rzeczywistości. Nie wiemy dlaczego ale myśleliśmy, że ujrzymy dość płaski ląd o pustynnym krajobrazie, a naszym oczom ukazał się górzysty i całkiem zielony zarys 'czarnego' lądu.


08/09 Pierwsze spotkanie z Afryką... na wyciągnięcie ręki

Plaża w Conil de la Frontera to jedna z piękniejszych piaszczystych plaż w Andaluzji. Szeroka, rozległa, czysta, nieprzeludniona... Postanowiliśmy na niej odpocząć i zażyć upragnionej kąpieli słonecznej w drodze do Algeciras. Woda była nieco chłodniejsza niz w Kadyksie, lecz wspaniałe fale wszystko zrekompensowały (zabawa była przednia). Samo miasteczko wydaje się być ładne (pueblo blanco), niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie gdyż po drodze planowaliśmy odwiedzić jeszcze Tarifę.

07/09 Hiszpańskie zagłębie sherry i ... plaża!

Jerez de la Frontera, hiszpańską stolicę produkcji sherry, nie mogliśmy pominąć podczas naszej wycieczki. Brytyjscy kupcy, w tym mieście stworzyli anglo-andalyzjskie dynastie producentów jak np, Snademan, którego bodegę odwiedziliśmy. Tam dowiedzieliśmy się o historii powstania marki Sandeman, tajemniczego logo oraz poznaliśmy różnicę pomiędzy sherry fino, amontillado i oloroso. Sama degustacja sherry była znakomitym zwieńczem naszej wizyty :)

06/09 - Pueblo blanco i zachód słońca w Kadyksie...

Tego dnia opuściliśmy Sewillę i wyruszyliuśmy w kierunku Kadyksu. Po drodze postanowiliśmy zwiedzić jedno z andaluzyjskich pueblos blancos - Arcos de la Frontera. Jest to niewielkie, ciche miasteczko z wąskimi uliczkami, bielonymi ścianami domów, kolorowymi patiami, wyrabianą ręcznie ceramiką i bardzo czosnkowym gazpacho :) Naszym zdaniem zdecydowanie warte odwiedzenia.



05/09 Przygodo, przygodo....

Przygodo, przygodo...
trochę będzie szkodo... ;)

A wszystko zaczęło się od porannych (ok godz. 6.00 rano) zegarka. Niestety tego dnia się nie wyspaliśmy gdzyż Daniel żądny przygód nie mógł się doczekać kolejnych wrażeń. Aby mu ich dostarczyć z samego rana wybraliśmy się na sewilską korridę - Plaza de Toros de la Maestranza (wizyta tylko z przewodnikiem - 6,50 EUR za osobę). W związku z tym, że była to nasza pierwsza wizyta na arenie korridy wydawało nam się, że sama arena do walki z bykami będzie większa... Natomiast kontrastujące kolory niebieskiego nieba, biało-żółtych ścian, czerwonych band i intensywnie ceglastego koloru piachu wywarły na nas bardzo duże wrażenie.
Muzeum korridy przedstawia historię samej korridy, znanych torreadorów oraz byków, które swą walecznościa zdobyły sobie miejsce w muzeum. Nasz przewodnik był neutralny jeżeli chodzi o słuszność bądź brutalność korridy. Nasze odczucia...? Mieszane..., hiszpańska duma z tradycji przeplata się z poczuciem winy, temat kontrower…

04/09 W poszukiwaniu 'zaginionej' Triany

Tego dnia pierwszym puktem naszej wycieczki bylo Charco de la Pava (pchli targ). Targ niektórym z nas przypominał targ w Warce, a innym warszawski Stadion XX-lecia. Można tam zakupić wszystko czego dusza zapragnie: owoce, warzywa, używane buty, zdezelowany sprzęt audio-wideo, zabawki z lat 80-tych, drewniane rowery, stare aparaty fotograficzne, maszyny do szycia, rzeźby z kości słoniowej, szczeniaki, obrazy, stare piloty do telewizorów, etc..., czyli mydło i powidło w rzeczy samej. Ogrom samochodów, tłok, skwar, chaos...



03/09 Dzień '0'

Wylot do Sewilli naszymi 'ulubionymi i tanimi' liniami lotniczymi Ryanair nie odbył się bez niespodzianek. Podcza odprawy zostaliśmy uprzejmie poinformowani przez naszego rodaka, że nie mamy wykupionych głównych bagaży (sic!).... a co za tym idzie byliśmy zmuszeni do poniesienia nieplanowanych kosztów w kwocie €80 (€40 za bagaż). Chyba nie muszę pisać jak ów incydent wpłynął na nasze nastroje....

Do Sewilli dotarliśmy około godziny 18.00. Słońce...., chmur jak na lekarstwo, wiatr... jaki wiatr? Welcome to Analucia!!!! Zaczynamy nasz urlop :D

Do centrum z lotniska dotarliśmy autobusem linii EA (€2.40 za bilet). Do samego hotelu musieliśmy dojechać kolejnym, cudownie klimatyzowanym autobusem linii C4 (€1.30 za bilet) i tu pierwsze zderzenie z lokalnymi zwyczajami: