środa, 13 lipca 2016

Pierwsze koty za płoty

Słoneczny stan USA, słynący z parków rozrywki, pięknych plaż i aligatorów. Dom Myszki Miki, manatów i kubańskich imigrantów. Miejsce gdzie w 1946 roku wymyślono mrożony, skoncentrowany sok pomarańczowy. Jeden z najbardziej siwych stanów w całej Ameryce, gdzie 19.1% populacji to osoby w wieku 65 lat i starsze. Floryda, to tutaj zaczęliśmy naszą wymarzoną podróż po Stanach Zjednoczonych. Dlaczego akurat tutaj? Powód był bardzo prozaiczny. Nasz strat był mocno zdeterminowany przez zakup kampera, a po lekturze przeróżnych blogów podróżniczych i for internetowych, rozpatrując wszystkie za i przeciw, okazało się, że na Florydzie powinno pójść nam całkiem gładko ze wszelkimi formalnościami rejestracyjnymi i ubezpieczeniowymi (o tym jak nam poszło pisałam już w dwóch poprzednich postach TUTAJ i TUTAJ).




poniedziałek, 30 maja 2016

Jak nie kupować auta w Ameryce

O tym jak kupić samochód w Stanach już napisaliśmy. Po przeczytaniu naszego pierwszego wpisu, pewnie myślisz, że to bułka z masłem. Ha, my też tak myśleliśmy. Pisałam, że bardzo dokładnie staraliśmy się przygotować przed podróżą? No cóż… pomimo godzin spędzonych nad książkami, blogami, forami, itp., nie uniknęliśmy błędów. Kosztownych błędów.
A więc, jak nie kupować auta w Ameryce?

  • Pierwsza i główna zasada, zawsze trzymaj się ustalonego wcześniej budżetu!

niedziela, 22 maja 2016

Jak kupić auto w Ameryce

Jak kupić auto w Ameryce gdy jest się cudzoziemcem i po co to w ogóle robić?

03 maja rozpoczęliśmy 6-ścio miesięczną podróż po Ameryce Północnej. Dotychczas sporo podróżowaliśmy, wykorzystując nasze 23-dniowe urlopy w 100%. Jednak zawsze myśleliśmy o dłuższym wyjeździe. Odkładaliśmy pieniądze, choć nie mieliśmy jasno sprecyzowanych planów. W listopadzie zeszłego roku nasza rodzina się powiększyła i uznaliśmy, że teraz jest odpowiedni moment. Owszem, chętnie wyruszylibyśmy w podróż dokoła świata, najlepiej kilkuletnią ale  ze względu na najmłodszego członka naszej ekipy zdecydowaliśmy się na spędzenie 6 miesięcy w USA i Kanadzie. I tutaj właśnie powstało pytanie, jak mamy się przemieszczać? Bardzo szybko zdecydowaliśmy się na RV (recreational vehicle). Na samym początku nie wiedzieliśmy czy ma to być motohrom, samochód z przyczepą czy naczepą. Jasne było to, że nasze 4 kółka mają zapewnić nam nie tylko przemieszczenie się z punktu A do punktu B, ale też dach nad głową. Po sprawdzeniu cen wynajmu na tak długi czas oczywiste było, że nas na to nie stać i że lepiej będzie takie auto kupić.

sobota, 23 kwietnia 2016

Jak poradziliśmy sobie ze styczniową depresją?

To był jeden z najdłuższych tygodni w roku. Niby 5 dni pracy, ale każdy dłużył się w nieskończoność. Po świątecznej labie ciężko było wrócić do codziennego rytmu. Najgorszy dzień w roku, blue Monday, zbliżał się wielkimi krokami. Niewiele myśląc postanowiliśmy nie dać się styczniowej depresji i uciec na południe Europy. Weekend upłynął nam na "plażowaniu", spacerowaniu i fotografowaniu.
Brak planu i "bezcelowe" błądzenie po najdalej wysuniętych na zachód zakątkach Europy kontynentalnej okazały się być wspaniałym pomysłem na zduszenie styczniowej depresji w zarodku.
Ciepłe promienie zimowego słońca, jakże inne od irlandzkiej szarugi o tej porze roku, skutecznie naładowały nasze akumulatory. Piękne, puste plaże i równie opustoszałe wąskie uliczki Albuferii umożliwiły nam niespieszne spacery i stworzyły iluzję posiadania tych miejsc na wyłączność. Z resztą zobaczcie sami...
Plaża w Albufeirii

środa, 23 grudnia 2015

Wesołych Świąt...

Lubicie Boże Narodzenie? 
Ja uwielbiam... Tę krzątaninę, poruszenie, tłok w kuchni i zapachy z niej się wydobywające. Cały rok czekam na pierogi z kapustą i grzybami mojej Mamy, najlepsze na świecie. Ubóstwiam kupowanie prezentów najbliższym i czekanie z niecierpliwością na chwilę gdy je rozpakują. Nawet świąteczne porządki lubię.
Tak się złożyło, że od dwóch lat nasze bożonarodzeniowe świętowanie jest za każdym razem bardzo inne niż poprzednie. Dwa lata temu zmarł mój Ojciec. Nie łączyła mnie z nim jakaś szczególnie silna więź, nie mieliśmy najlepszych relacji, ale w obliczu śmierci na wszystkie zaszłości człowiek patrzy z innej perspektywy. Nie pamięta tego co złe, a to co dobre trochę idealizuje. Kurczowo trzyma się tych miłych chwil i nie chce o nich zapomnieć. Przy Wigilijnym stole wyraźnie dało się wyczuć brak mojego Taty, jego narzekań i humorów, ale paradoksalnie tamte Święta spędziłam w najbardziej rodzinnej atmosferze w moim życiu.

czwartek, 17 grudnia 2015

Krótki weekend w Kolonii

Stolica Rejencji Kolonia, czwarte co do wielkości miasto Niemiec, położona nad Renem, Kolonia - to była nasza pierwsza wizyta u zachodniego sąsiada. W 1-szo listopadowy weekend miasto było opustoszałe, sklepy pozamykane, tylko kawiarenki i restauracje tętniły życiem. Słońce pięknie przygrzewało, między drzewami latały papugi niczym w Hiszpanii a my spacerowaliśmy i chłonęliśmy atmosferę miasta, kierując się w stronę Kölner Dom - gotyckiej archikatedry górującej nad niemiecką aglomeracją. Katedra Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny budowana przez 600 lat to największy kościół Kolonii i najwyższa budowla świata do roku 1884. Trzeba przyznać, że architektura zachwyca, aż ciężko oderwać oczy ale ilość osób odwiedzających mrozi krew w żyłach. Zamiast sakralnej, bazarowa atmosfera. Turyści fotografujący się na tle ołtarzy i sarkofagów, palący świece ale niewiedzący po co... duchowość miejsca uleciała z dymem, pozostał tylko zapach kadzidła i relikwie Trzech Króli. Bez wątpienia Kölner Dom to wizytówka Kolonii, która przyciąga co roku miliony turystów. W 1996 została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 




poniedziałek, 23 listopada 2015

Hollywood w Maroku

Postanowiliśmy wybrać się na 1-dniową wycieczkę w góry Atlas i na marokańską pustynię. Spontanicznie zdecydowaliśmy się na operatora, a za całą imprezę zapłaciliśmy 500 dirham (ok. €50). Start spod stacji Bab Doukkala o godzinie 7.30 rano, niestety musieliśmy wziąć poprawkę na tamtejsze poczucie czasu i na nasz autobus czekaliśmy dodatkową godzinę... :)
Przejazd drogą Tizi n'Tichka może wywołać niezłe mdłości, a osoby z chorobą lokomocyjną powinny szczególnie uważać, bo ilość zakrętów i serpentyn jest niezliczona. Ta górska droga została zbudowana w 1936 roku przez francuską armię, a jej najwyższy punkt przebiega na wysokości 2260 m n.p.m. i jest to najwyżej położony przejazd gorski w północnej Afryce.


poniedziałek, 16 listopada 2015

Dzień i Noc

Ogród szyty na miarę

Ogród Majorelle wybudowany i zaaranżowany w 1924 roku przez Jacques Majorelle, francuskiego malarza, w 1980 roku został uratowany przed zburzeniem przez samego Yves Saint-Laurent. Udostępniony do publicznego zwiedzania, raczy intensywnymi kolorami i przerównymi odmianami kaktusów do dnia dzisiejszego. Małe baseny, fontanny czy las bambusowy, tworzą prawdziwe sanktuarium zieleni i spokoju, pod warunkiem, że nie ma zbyt wielu turystów, gdyż sam ogród nie jest specjalnie duży. Chwilami ogród wydaje się być przytłoczony swoim bogactwem roślinnych kształtów i form, podobno reprezentujących pięć kontynentów. Prócz uroków natury na zwiedzających czekają Muzeum Berberów i Galeria Miłości YSL z jego projektami kartek, które wysyłał swoim przyjaciołom i stałym klientom z okazji nowego roku, mała księgarnia i kawiarnia - droga jak na standardy marokańskie, ale bardzo przyjemna. Muzeum oficjalnie zostało otworzone w 2011 roku. W swoich zbiorach posiada biżuterię, broń, wyroby ze skóry, wyrabiane ręcznie kosze i tkane materiały demonstrujące bogactwo i różnorodność wciąż żywej kultury Berberów. W sąsiedztwie ogrodu znajdują się oczywiście sklepy, ale zupełnie inne od tych w sukach. Nikt nie zaczepia, nie nagania i nie namawia do zakupów, ale ceny...(!) mocno europejskie. 



piątek, 13 listopada 2015

Polskie to coś...


Pamiętacie reklamę Prince Polo z Islandią w tle i Gunnara, który wybrał się w podróż do Polski w poszukiwaniu polskiego tego czegoś?



My pojechaliśmy na Islandię i sprawdzaliśmy czy "polskie to coś" smakuje równie dobrze tam jak u nas... ;) I wiecie co? Smakuje!


P.S. To nie jest wpis sponsorowany

poniedziałek, 9 listopada 2015

Jak bogaty Europejczyk w Afryce

Jeżeli macie "trochę" wolnej gotówki, którą chcielibyście zainwestować, bądź marzycie o tym by rzucić wszystko w cholerę, sprzedać co macie i przenieść się do zupełnie odmiennego kulturowo i klimatycznie kraju, to czemu by nie kupić riadu w Maroku i tam zamieszkać? Przy okazji wynajmować pokoje turystom i zarabiać na tym spore pieniądze? W sieci aż roi się od stron z ofertami zakupu nieruchomości do remontu, w Marrakeszu, Essaouirii czy Fezie. Na taki szalony pomysł wpadła Cathy, nasza gospodyni z Airbnb. Prowadziła we Francji swój własny biznes, w którym osiągała większe bądź mniejsze sukcesy. Pewnego dnia postanowiła zmienić swoje życie o 180 stopni, zostawić wszystko we Francji, łącznie z 20-sto letnim synem i wyjechać do Maroka. I tak, pomimo sprzeciwu rodziny i przyjaciół, spakowała walizkę, aby pewnego dnia stanąć w samym środku zatłoczonego Jemaa El Fna, bez żadnego konkretnego planu na przyszłość. Marokańska przygoda Cathy stanęła na zakupie 3-piętrowego riadu w Medinie, w którym zamieszkała razem z mężem zajmując parter, a resztę pokoi wynajmując turystom. Dziś Cathy "pracuje" 6 miesięcy w roku, drugie 6 spędza na podróżach i czerpaniu z życia garściami. Lubi dobre francuskie wino, papierosy i dobre towarzystwo. Na brak chętnych do zatrzymania się w jej riadzie narzekać nie może, a tak prawdę mówiąc pozwala sobie nawet na selekcję gości i przyjmuje tylko te osoby, którym "dobrze z oczu patrzy". Nie wie jeszcze czy Marrakesz to jej miejsce na ziemii, czy też pewnego dnia znów spakuje walizkę i wyruszy w nieznane, być może do Ameryki Południowej...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...